Było tak za................. biście, że nawet nie zdążyłam zrobić żadnych fotek. Kurcze kochani, tyle się działo, filozoficzne rozmowy, imprezy międzykulturowe, wino, jedni grali na pianinie, inni na gitarze, śpiewanie piosenek, słuchanie muzyki, dwa największe przeboje tego seminarium to "Hey Jude" i "Let it be", ale w takim stylu, że sam McCartney byłby zaskoczony, bo to my aranżowaliśmy...!!! Ech nie no... po takich spotkaniach....to w ogóle ciężko mi wrócić do Saint Etienne, a co dopiero do /Polski...! w zasadzie to jakbym się dopiero dzisiaj wybudziła z jakiegoś mega zarąbistego snu, bo zaraz po wejściu do swojego pokoju, po 7 godzinnej podróży poszłam spać o 17 i wstałam dopiero dzisiaj. I mogę powiedzieć, ze byłam mega zmęczona, ale jednocześnie czuje się super doładowana energetycznie na następne dni!
EVS!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Ten, kto nie przeżył nie zrozumie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz