sobota, 20 lutego 2010

Z racji tej, że sobota, poszłam sobie na miasto w poszukiwaniu Lidla, którego nie znalazłam, bo wszystkie ulice wyglądają narazie tak samo. Myślałam, że na jakieś chociaż inne niskobudżetowe trafię, a tu nic. Same jakieś fiu fiu fiu nie wiadomo co, chique!
Nie to, żebym jakieś wielkie zakupy chciała robić, bo nawet nie miałabym ich gdzie włożyć, bo lodówką nie dysponuję, ale chociaż jakiś jogurt czy coś. I co się okazało...? Jogurtów 500ml ze świecą szukać we Francji.. zeszłam chyba z pięć sklepów na daremno!!!
No to tyle. Au revoir.

2 komentarze:

  1. Jak tam mija pierwszy tydzien?:) A coz, zywieniowe zwyczaje roznia sie w kazdym kraju, za to pewnie znajdziesz cos innego dobrego:)
    Gosia S

    OdpowiedzUsuń
  2. Już drugi nawet mija i to bardzo dobrze:O bardzo mi się tu podoba!jedzenie (no dobra oprócz tych małych jogurtów), ale sery jakie pyszne, tradycyjne piekarnie, bagietki wszędzie naokoło, różne takie inne jeszcze bibeloty.. w ogóle francuski jest przepiękny i bardzo bardzo mili ludzie, gościnni, cierpliwi..wow. No i jakoś tak strasznie czuję ten klimat..hmm... ;)no i co najważniejsze trafili mi się świetni ludzie, z którymi pracuję i ciekawe zajęcia!
    buziaki z Saint Etienne i zapraszam do siebie, choć nie wiem właśnie jak z nocowaniem:(niedługo będzie Joe, to się przekonamy;)
    xxx

    OdpowiedzUsuń